Dla nich nie ma znaczenia czy na dworze jest minus pięć stopni, czy minus 25. Właściwie im zimniej tym lepiej – bo dla starachowickich morsów kąpiel w lodowatej wodzie to sama przyjemność.

Najpierw oznaczenie terenu, później intensywna rozgrzewka i do wody. Przypadkowi obserwatorzy przecierali oczy ze zdumienia. – No wstyd, my w ubraniach zmarzliśmy a im jest ciepło – mówią spacerowicze.

Temperatura powietrza jest bliska zeru. Silny wiatr jeszcze spotęgował uczucie zimna. Dla starachowickich morsów to jednak za mało... – My lubimy, jak jest minus piętnaście – mówią morsy.

Mimo wszystko tradycji musiało stać się zadość: od kilku lat w ten sposób morsy świętują Boże Narodzenie. – Stanowimy wielka rodzinę i w ten sposób celebrujemy święta – mówi Ilona Tkaczyk.

Zanurzanie się w lodowatej wodzie to także sposób na zdrowie: Władysław Głowacki ma 71 lat, morsem jest od czterech i dokładnie od tylu lat nie choruje. Inicjatorem tych kąpieli jest Jarosław Warszawa. Po raz pierwszy wszedł do przerębla osiem lat temu. – Każdy mors czuje adrenalinę i pozytywną energię – mówi.

Do starachowickiego klubu należy ponad 50 morsów.