Aleksandra jest lekarzem neonatologiem, Karina – mamą wcześniaka; kobiety poznały się w szpitalu. Gdy lekarka rodzi dziecko z zespołem Downa – jej świat się wali, a wiarę, że będzie dobrze, przywraca jej Karina. To historia, która wydarzyła się w kieleckiej klinice i ma ciąg dalszy.

– Żyjemy normalnie, żyjemy na całego, a nawet nie wiem czy nie jesteśmy szczęśliwsze, bo cieszymy się każdą chwilą, każdą sekundą naszego życia – tłumaczą kobiety.

Aleksandra Gładyś-Jakubczyk, lekarz neonatolog, mama 9-miesięcznego Olka z zespołem Downa, nie wiedziała, że jej dziecko urodzi się chore. – Były łzy przerażenia, rozpaczy, bezsilności. Uważałam, że moje życie się skończyło – mówi.

Karina Zaczkowska jest mamą dwuletniego Adasia. Chłopiec urodził się w 24 tygodniu ciąży, ma dziecięce porażenie mózgowe. Lekarze, wśród których była pani Aleksandra, dawali mu jeden procent szans na przeżycie. – To, że on przeżył, to cud dzisiejszej medycyny i lekarzy z kieleckiego szpitala – uważa mama Adasia. I dodaje: – Medyna medycyną, ale najcudowniejszym lekiem na intensywnej terapii to jest miłość rodziców.

U Aleksandry miłość do Olka, po początkowym szoku, przyszła natychmiast. Pomogła rodzina. Pomógł także kontakt z mamą Adasia. Wcześniej kobiety rozmawiały ze sobą tylko w trakcie wizyt lekarskich, później tak się zaprzyjaźniły, że teraz pomagają innym.

– Połączyłyśmy siły. Stwierdziłyśmy, że zakładamy fundację dla wszystkich dzieciaczków z wadami, dla zespolaków, dla tak zwanych „falstartowców”, którzy troszeczkę przedwcześnie przyszli na świat, dla porażeńców z dziecięcym porażeniem mózgowych czyli porażonych miłością – mówią. Nazwa fundacji jest nieprzypadkowa: „Kochaj Mnie Po Prostu”. Są tu porady, informacje o konsultacjach specjalistów czy filmy dla przyszłym mam. Fundacja współpracuje także z kilkoma mamami, które w każdej chwili mogą przyjechać do szpitala i wesprzeć w najtrudniejszych momentach.

– Wiemy z doświadczenia, że największą pomocą dla mamy, której nagle rozpada się świat na milion kawałków, jest inna mama, która już przez to przeszła – mówi Aleksandra Gładyś-Jakubczyk.