Jeden rekord Guinnessa już ma, dziś próbuje pobić kolejny: Valerjan Romanowski z Buska-Zdroju chce pokonać 300 kilometrów, jeżdżąc bez przerwy, przez dwanaście godzin, na rowerze. Na starcie nie miał wymarzonej pogody, zaczynał w strugach deszczu. Ale gdy nie jedzie się tylko dla siebie, a dla osób z nowotworem krwi – nic nie jest przeszkodą.

Przygotowywał się przez rok, by w jeden dzień udowodnić, że chcieć to móc. Valerjan Romanowski od ponad dwudziestu lat mieszka w Busku-Zdroju. Urodził się na Litwie, w polskiej rodzinie. Do Świętokrzyskiego trafił przez przypadek. Tu zakochał się w kolarstwie, i tu kwadrans po godzinie 7 rano rozpoczął próbę pobicia rekordu Guinnessa.

Poprzeczkę stawia sobie wysoko. Obecnie rekordowy dystans w 12-godzinnej jeździe non stop na rowerze górskim to 260 kilometrów. On chce przejechać o 40 kilometrów więcej. I to nie dla siebie, a dla innych: dla osób walczących z nowotworem krwi.

Chce, by mówiąc o jego rekordach, mówiło się przede wszystkim o potrzebie powiększania bazy dawców szpiku. – Może się tak zdarzyć, że ja również będę potrzebował; dlatego ważne jest, by ta baza była jak największa – mówi Valerjan Romanowski.

By stać się rekordzistą Guinnessa, wyczyn musi potwierdzić co najmniej czterech świadków.

Valerjan Romanowski ma już na koncie rekord Guinnessa w jeździe bez przerwy przez 48 godzin na rowerze MTB; wywalczony przed rokiem, w ponad 30-stopniowym upale.