Rodzina z Sarnówka Dużego w powiecie ostrowieckim w jednej chwili straciła dach nad głową. Przez wieś przeszła trąba powietrzna. Choć byli ubezpieczeni, odszkodowania nie dostali. Firma uznała, że do zniszczeń doszło w wyniku błędów budowlanych, a nie przez kataklizm. Dziś ruszył proces w tej sprawie. 

To było kilkanaście sekund, po których wszystko legło w gruzach. Nie tylko dom. Całe życie. 23 lipca 2015 roku przez Sarnówek przeszła nawałnica. Wiatr zrywał dachy, łamał drzewa, nawet słupy energetyczne. Wichura zniszczyła 10 domów i kilkanaście budynków gospodarczych. - Ja już zobaczyłam widok, którego nie zapomnę do końca życia, że właściwie cała nasza ściana tak zwisa z balkonu, na dole deski – mówi Dominika Kiszka i dodaje - Mój mąż zdążył otworzyć drzwi na strych no i zobaczył niebo.

Dom państwa Kiszków nie nadawał się do zamieszkania. Ale nie załamali się. Jeszcze wtedy mówili - na szczęście jest ubezpieczenie. Firma ubezpieczeniowa uznała jednak, że dach i ściana budynku runęły z powodu wad konstrukcyjnych, a nie przez... kataklizm. Rodzina nie dostała nawet złotówki. - Pożyczyliśmy też pieniądze, od siostry, od teściowej część, musiałem jechać za granicę żeby zarobić pieniądze i żeby te długi jakoś pooddawać – twierdzi Mariusz Kiszka.

Pomogła rodzina, sąsiedzi, nawet gmina - ale nie ubezpieczyciel. Dziś małżeństwo spotkało się z pełnomocnikiem firmy. W sądzie. Domagają się od ubezpieczyciela 50 tysięcy złotych - bo tyle kosztowała odbudowa domu. Pełnomocnik firmy nie zmienia stanowiska. Jak twierdzi - zawiniła konstrukcja budynku. - Budynek został wykonany niezgodnie z udzielonym pozwoleniem na budowę. A przede wszystkim brak było kotwiczenia przedmiotowego dachu – twierdzi adw. Marcin Rutkowski pełnomocnik firmy Allianz.

Decyzję podejmie sąd. Następna i prawdopodobnie ostatnia rozprawa - w drugiej połowie kwietnia. Do tego czasu rodzina musi czekać.