W Sądzie Okręgowym w Kiecach, zapadł wyrok w sprawie kieleckiego "Kantorowca" Aleksandra Z . 37-latek pożyczał od klientów pieniądze i oferował w zamian wysokie oprocentowanie. Tyle tylko, że nigdy ich nie oddawał.  Sąd wymierzył Aleksandrowi Z. karę pięciu lat pozbawienia wolności, sto dwadzieścia tysięcy złotych grzywny i zwrot pieniędzy większości poszkodowanym. 

Wyrok Aleksander Z. i jego obrońca przyjęli ze spokojem. Winę oskarżonego jak i stopień szkodliwości czynu sąd uznał za wysokie. "Kantorowiec" wykorzystał też trudną sytuację życiową klientów. Działał z pełną świadomością. - Od razu poszły na moje długi i na zobowiązania wobec innych osób. Nie trzeba chyba więcej przytaczać, by wykazać, że oskarżony świetnie wiedział, co robi – uzasadnia sędzia Monika Horecka Sąd Okręgowy w Kielcach.

Aleksander Z. opuścił areszt ponad dwa lata temu. Od tamtej pory nikomu nie zwrócił pieniędzy. Na korzyść oskarżonego przemawia fakt, że nie był wcześniej karany. Także to, że w zeznaniach części pokrzywdzonych było wiele sprzeczności. - Jeden świadek za każdym razem przedstawiał różne wersje tego samego zdarzenia. Dlatego sąd przyjął, że tylko w części może dać tym świadkom wiarę – mówi sędzia Monika Horecka Sąd Okręgowy w Kielcach.

Wyrok jest nieprawomocny. Aleksander Z. przez cztery lata miał zdefraudować blisko cztery miliony złotych. Pan Bogusław stracił sto pięćdziesiąt tysięcy. I jak mówi, wiarę w sprawiedliwość. To było oszustwo z premedytacją, więcej osób było w to zaangażowanych, bo na to wskazują dowody. Obecnie takie oszustwa to prawdziwa plaga. A tak niski wyrok nie jest przestrogą dla przestępców, twierdzi mężczyzna. - Daje zielone światło do machlojek, manipulacji innych. Bo jest to wyrok bardzo niesprawiedliwy. Na pewno będę apelował – mówi poszkodowany.

Apelacji nie wyklucza też prokuratura. - Domagaliśmy się kary wyższej, kara jest łagodniejsza. Natomiast trzeba mieć na uwadze, że sąd też zmienił opisy czynów i częściowo od niektórych tych czynów oskarżonego uniewinnił – informuje prok. Daniel Prokopowicz rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

Obrońca oskarżonego nie chciał komentować wyroku. Jeśli się uprawomocni, 37-latek pójdzie do więzienia tylko na cztery lata. Bo czas aresztu został mu zaliczony na poczet kary.