Pracownicy Poczty Polskiej chcą podwyżek. Pogotowie strajkowe wprowadzili w całym kraju już kilka dni temu. W świętokrzyskiem dopiero dziś. Związki zawodowe wstrzymały się po tym jak 11 maja doszło do zabójstwa na poczcie w Kielcach.

Pan Andrzej jest listonoszem od blisko 20 lat. Nie chce pokazywać twarzy, bo boi się zwolnienia. Zarabia 2 tysiące sto złotych brutto. I gdyby nie pomoc rodziny - nie stać by go było na utrzymanie. - Od przeszło dziewięciu lat w Poczcie Polskiej nie było żadnych podwyżek. Wręcz przeciwnie. Zarząd szukał tylko pieniędzy wśród pracowników i zabierał nam – mówi pan Andrzej. Dlatego pracownicy poczty żądają podwyżek. W sporze zbiorowym z pracodawcą są od marca. I chociaż trwają negocjacje, to jak dotąd - porozumienia brak.

Dziś świętokrzyscy pocztowcy uruchomili pogotowie strajkowe. Na budynkach poczty pojawiły się ulotki informujące o przyczynach i postulatach protestu. Jak mówi Czesław Dudek, przewodniczący Związku Zawodowego Listonoszy i Asystentów Poczty Polskiej w Kielcach - ważne by wszyscy wiedzieli, o co walczą pracownicy. - Zarobki w Poczcie Polskiej, w eksploatacji są tak niskie, że to wręcz graniczy z jak to się mówi... To jest na granicy przeżycia dla danych pracowników – koleżanek i kolegów – mówi Czesław Dudek, Związku Zawodowego Listonoszy i Asystentów Poczty Polskiej w Kielcach.

500 złotych do podstawy wynagrodzenia dla każdego pracownika poczty - to żądania związków zawodowych. Zarząd zaproponował wyrównanie pensji, tak aby każdy zarabiał po 2200 złotych brutto. Pracownicy się nie zgodzili.

"Strony zadeklarowały prowadzenie dalszych rokowań w dobrej wierze. Następne spotkanie odbędzie się 22 maja. Zarząd podtrzymuje deklarację wzrostu wynagrodzeń Pracowników jeszcze w tym roku." - Zbigniew Baranowski, Rzecznik prasowy Poczty Polskiej S.A.

Pracownicy liczą na to, że w poniedziałek uda się osiągnąć porozumienie. Jeśli nie - zapowiadają strajk. Najpierw włoski, później odstąpią od pracy.