Silnik od radzieckiego samochodu, siedzenie od kosiarki konnej, koła od auta osobowego, nadanie imienia Natasza - i trajka gotowa. Można ruszać w trasę. I to daleką. Pan Zbigniew pojazdem własnej produkcji przejechał ponad 30 tysięcy kilometrów.

Tej trajki, trójkołowca nie da się nie zauważyć. To w połowie motocykl, w połowie samochód. Silnik, pochodzi z radzieckiego Zaporożca. Rama - własnej konstrukcji, podobnie jak siedzenia, oprócz przedniego, które zostało wyciągnięte z kosiarki konnej. Zbigniew Bakalarski "Nataszą" - bo tak nazywa się trajka - był między innymi na Słowacji. Najwięcej jeździł jednak po Polsce. Do dziś przejechał ponad 30 tysięcy kilometrów. - Jest złożona z bardzo wielu rzeczy i maszyn stosowanych w gospodarstwie. Kiedyś ludzie bardziej przywiązywali wagę do wygody niż do wygładu i dlatego ten motocykl jest przewygodny – mówi Zbigniew Bakalarski.

W rodzinie Bakalarskich ze Studzianek pasja do jazdy na motocykli przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Ojciec pana Edmunda, jako pierwszy we wsi w latach 50-tych miał WFM-kę.  

Na konstrukcji trajki rodzina Bakalarskich nie ma zamiaru kończyć. - Był plan motolotni, był plan wiatrakowca, ja planuję zrobić jednoślad z silnikiem Ducati – zapewnia, konstruktor amator.