Straty w uprawach występują niemal, co roku. Jeśli nie przymrozki - to susza, gradobicie czy podtopienia, mówią rolnicy. Dlatego też, coraz chętniej się ubezpieczają.

Wygląda jak latawiec, ale nie służy do zabawy. Gabriela Król zainwestowała prawie 2 tysiące złotych, aby chronić borówki przed szpakami. Owoce narażone są także na przymrozki oraz suszę. Tu pomagają systemy zraszania i nawadniania. Ale plantatorka nie rezygnuje także z ubezpieczeń. Koszt polisy to czterdzieści tysięcy złotych. I to nie za całą 13-hektarową plantację, a niewielką część. Dużo mniej płaci Dorota Jabłońska. Ubezpiecza sad wiśniowy. Również niewielką powierzchnię.

Takich rolników jest coraz więcej. W tym roku podpisali o 13 tysięcy więcej umów, niż w ubiegłym. Ministerstwo Rolnictwa twierdzi - to efekt zmiany przepisów. Zakłady ubezpieczeniowe, nie chcą zdradzać, ilu mają klientów, ale ich przedstawiciele potwierdzają, że polisy dobrze się sprzedawały.

Rolnicy mogą liczyć nawet na 65 procent dopłaty z budżetu państwa do ubezpieczenia. Na ten cel Ministerstwo Rolnictwa przewidziało w tym roku 900 milionów złotych. Można za to ubezpieczyć około 1,5 miliona hektarów upraw.