Przy zjeździe z ekspresowej "siódemki" na skrzyżowaniu z drogą krajową numer 42 kierowcy tracą cierpliwość, to wyjątkowo niebezpieczne miejsce na drogowej mapie regionu. A wszystko przez słabą widoczność i duży ruch. Odcinek od dawna wymaga przebudowy, ale dopiero teraz znalazły się na to pieniądze.

Ci, którzy z ekspresowej siódemki chcą zjechać na krajową "42" łatwo nie mają. Tuż po opuszczeniu drogi szybkiego ruchu trafiają to skrzyżowanie. Problemy mają kierowcy, jak również piesi i rowerzyści. Wszyscy wskazują na duże natężenie ruchu, złą widoczność i występujące często kolizje. O przebudowie skrzyżowania mówi się od lat. Kierowcy mają nawet gotowe rozwiązania. - Z tamtej strony od Końskich bardzo szybko samochody nadjeżdżają i ciężko przejechać. Tutaj to by się jakieś rondo przydałomówią zmotoryzowani.
 
Co ciekawe i rzadko spotykane taki sam pomysł mają drogowcy - powstanie tu rondo. Ale nie takie zwyczajne, bo turbinowe. - Kierowcy będą wybierać jeszcze przed wjazdem na rondo odpowiedni pas ruchu w zależności od tego, w którą drogę będą chcieli z tego ronda zjechać – informuje Małgorzata Pawelec-Buras, kielecki oddział GDDKiA.

Kierowcy pytają jednak, dlaczego z inwestycją w tym miejscu zwlekano tak długo. Tylko w ciągu ostatniego półtora roku w wypadkach na tym skrzyżowaniu rannych zostało pięć osób. - Sytuacja zmieniła się po wybudowaniu drogi S7, czyli po zrealizowaniu zupełnie innego kontraktu, w którym nie było możliwości zawarcia elementów z poprzedniego kontraktu – tłumaczy Małgorzata Pawelec-Buras.

Teraz pieniądze, w sumie około 3 milionów złotych, się znalazły. Pochodzą z funduszu likwidacji miejsc niebezpiecznych. Prace mają rozpocząć się za kilka tygodni. Rondo ma być gotowe do końca roku.