Władze kolejnych miejscowości w regionie przyznają, że mają braki w dokumentacji technicznej związanej z budową wodociągów. Okazuje się, że w trzech miejscowościach gminy Piekoszów, jak również w Bodzentynie, sieć wodociągowa powstała bez pozwolenia na budowę. W podobnej sytuacji, jak już informowaliśmy, jest również Podgórze w Gminie Górno. Legalizacja, każdej z tych inwestycji, to koszt blisko miliona złotych.

Mieszkańcy trzech miejscowości w gminie Piekoszów wodę w kranach mają, to samego wodociągu nie ma - na papierze. - Wiedział, że zacznie budowę na wiosnę. Poszedł do urzędu gminy. Urząd skierował go do ZUK. Okazało się, że nie ma właśnie projektu, ani w urzędzie, ani w ZUK - mówi Krystyna Krzysztofik, sołtys Micigozdu.

Projektu nie ma, bo wodociąg nie przeszedł odbioru technicznego. Wszystko wskazuje na to, że wykonawca zaczął budowę instalacji zanim gmina uzyskała pozwolenie na budowę. To spadek po poprzednich władzach Piekoszowa. Zbigniew Piątek wójtem Piekoszowa jest od 2013 roku. Wodociąg powstał trzy lata wcześniej. Sprawa wyszła na jaw, kiedy wykonawca wystawił gminie, rachunek. - Mimo tego, że mieszkańcy korzystają z tych wodociągów, to dotychczas nie ma zapłaty za tę inwestycję, bo sprawa toczy się w sądzie i z punktu formalno-prawnych nie można było tego zapłacić - informuje Zbigniew Piątek, wójt gminy Piekoszów. Do zapłaty jest ponad 230 tysięcy złotych. Ale koszt inwestycji to jedno - drugie to jej legalizacja.

Podobna sytuacja jest w gminie Bodzentyn. Tam również wodociąg powstał bez pozwolenia na budowę. Również za czasów poprzedniego burmistrza. Koszt legalizacji to ośmiokrotność ceny budowy sieci - czyli blisko milion złotych. Gmina walczy o umorzenie tej kwoty. - Dokumenty są dostarczone, wiem, że są realizowane, odbędzie się jeszcze wizja lokalna tutaj na naszym terenie, przeprowadzona przez urzędników wojewody i myślę, że na początku września będziemy mieć jakieś konkretne decyzje - mówi Andrzej Jarosiński, zastępca burmistrza Bodzentyna.

Sprawa wodociągu w Piekoszowie na razie jest w sądzie. Władze gminy chcą zapłacić wykonawcy za budowę sieci, ale pod jednym warunkiem. Wykonawca musi wziąć na siebie koszt legalizacji - czyli... milion złotych.