Wystarczyło 30 minut dobrej gry w drugiej połowie meczu, by piłkarze ręczni PGE Vive Kielce rozgromili rywala w pierwszym w tym sezonie meczu we własnej hali. Goście z Kwidzyna, choć to czwarty zespół poprzednich rozgrywek wrócili do domu z bagażem cięższym o 15. bramek straconych więcej niż kielczanie.

Po ubiegłotygodniowej, wyjątkowo udanej inauguracji w Kaliszu, gdzie PGE Vive wygrało różnicą 16. goli, kibice liczyli, że drugi mecz sezonu będzie równie efektowny. I w zasadzie był, ale dopiero w drugiej połowie. Bo w pierwszej połowie, po siedmiu minutach przy prowadzeniu 6:2 kielczanie grać przestali. Rozkojarzenie, nonszalancja, nieskuteczność - to cechy dominujące w grze kielczan przez pozostałe 23 minuty. A goście z tego korzystali. W 23 minucie wyszli na dwubramkowe prowadzenie a do przerwy wygrywali - 13:14. - Zagraliśmy pierwsze 30 minut tak jak mieliśmy grac - konsekwentnie - mówi Maciej Mroczkowski, trener MMTS Kwidzyn. - Brakowało nam szacunku dla przeciwnika - przeciwnicy to wykorzystali - dodaje Krzysztof Lijewski PGE Vive Kielce.

Dopiero w drugiej połowie kielczanie zagrali jak na mistrzów Polski przystało. Pierwsze dziesięć minut po przerwie kielczanie wygrali 7:0, pięć pierwszych rzutów gości obronił Sławomir Szmal. Potem było jeszcze lepiej 10:1, 15:3 i druga połowa wygrana przez PGE Vive 23:7, a cały mecz 36:21, różnicą 15 goli. - Spinając to klamrą pierwsza połowa amatorzy i oldboje, druga odsłona pełen profesjonalizm - mówi Krzysztof Lijewski, PGE Vive Kielce. - W drugiej połowie zagraliśmy fatalnie, coś pękło, za dużo błędów bardzo słabo wyglądaliśmy w ataku - dodaje Maciej Mroczkowski, trener MMTS Kwidzyn.

Kolejny mecz kielczanie zagrają już we wtorek. O 18.30 w hali Legionów zmierzą się z Zagłębiem Lubin.