120 minut walki, 90 gry w osłabieniu i końcowy gwizdek, zwiastujący zwycięstwo i awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Korona wygrała wczoraj z Wisłą Kraków po bramce strzelonej w dogrywce.

Choć Korona pokonała dopiero drugą pucharową przeszkodę, to radość po końcowym gwizdku prawie jak po awansie do finału. Mecze z Wisłą są dla kieleckich kibiców wyjątkowe. A ten wczorajszy miał dodatkową symbolikę - przypadł dokładnie na dzień przed 10 rocznicą śmierci Karola Piróga.

Atmosfera na trybunach udzieliła się piłkarzom na murawie. Spotkanie od początku było niezwykle zacięte. Sędzia, co chwilę przerywał grę. Tylko w pierwszej połowie Korona otrzymała cztery żółte kartki. Dwie obejrzał Jakub Żubrowski i od 33. minuty kielczanie musieli grać w osłabieniu.

Gospodarze zmienili ustawienie, uszczelnili defensywę i wyprowadzali kontrataki. Sporo, jakości wnieśli zmiennicy. Udany powrót między słupki zaliczył Maciej Gostomski. Przez cały mecz bronił bardzo pewnie, a w dogrywce w tylko sobie wiadomy sposób odbił piłkę po strzale i rykoszecie z rzutu wolnego.

Korona decydującą o awansie akcję przeprowadziła w drugiej minucie dogrywki. Cvijanović podał do Rymaniaka, a ten do Diawa. Senegalczyk szczęśliwie, skierował piłkę do siatki.

W ćwierćfinale Korona zagra z Cracovią lub Zagłębiem Lubin. A już w sobotę o 20.30 Kielczanie ponownie z Wisłą zmierzą się o ligowe punkty.