Znakomite widowisko, ale bez happy endu. Piłkarze ręczni PGE Vive tylko zremisowali w czwartej kolejce Ligi Mistrzów z niemieckim Flensburgiem Handewitt 25:25 (10:10). Zremisowali na własne życzenie.

To był mecz wagi superciężkiej. Starcie dwóch pancerników. Mecz, jak zapasy niedźwiedzi. Dwa lata temu Kielce i Flensburg walczyły o awans do turnieju finałowego Ligi Mistrzów. Dwa mecze, 120 minut, a do Kolonii pojechali lepsi o jednego gola kielczanie. Do tej statystyki trzeba dołożyć dzisiejsze 60 minut morderczej, szybkiej, bezlitosnej walki...

Po pierwszej połowie - remis po 10. Początek drugiej to wyśmienita gra kielczan i fantastyczna forma Sławomira Szmala w bramce. Kwadrans przed końcem kielczanie prowadzi sześcioma golami, mecz byłby wygrany, gdyby... gdyby to nie była piłka ręczna, nie Liga Mistrzów, nie kielecka siódemka i nie Niemcy, którzy, jak wiadomo zawsze grają do końca.

Gol po golu, akcja po akcji - odrabiali straty. Minutę przed końcem Vive wygrywało jednym golem i straciło piłkę. Dwie sekundy przed końcem rzut Niemców obronił Szmal, ale sekundę przed końcem... dobitkę wykorzystał Stainhauser. Remis po 25. Piękny remis, ale tylko remis. - Dzisiaj szczęście się do nas nie uśmiechnęło - skomentował Sławomir Szmal po meczu.

Bilans PGE Vive w tym sezonie Ligi Mistrzów jest średni - jedno zwycięstwo, jeden remis i dwie przegrane. Ale szansa na poprawę w niedzielę o 19: znów w Hali Legionów. I będzie to mecz nad mecze - z węgierskim Vesprem. Wcześniej, we wtorek, oczywiście w Kielcach, ciekawie zapowiadający się mecz w polskiej lidze - z Górnikiem Zabrze o 20.15.

Zobacz materiał filmowy przygotowany przez Leszka Salvę.