Pracownicy bez zabezpieczenia i nadzoru weszli do przepompowni ścieków w Zołczy, to wstępne wyniki kontroli Państwowa Inspekcja Pracy, po tragicznym wypadku w miejscowości Zołcza-Ugory. Przypomnijmy 11 września, jedna osoba śmiertelnie zatruła się siarkowodorem w przepompowni ścieków. Dwie inne trafiły do szpitala.

Brak nadzoru i zabezpieczeń - to dopiero wstępne wyniki kontroli, jaką prowadzi Państwowa Inspekcja Pracy. - Brak stałego nadzoru nad wykonywanymi pracami, brak środków ochrony indywidualnej, który powinien być zapewniony w momencie podjęcia tego typu prac - myślę tu o aparacie tlenowym, brak pisemnego polecenia - informuje insp. Tomasz Staniec, zastępca Okręgowego Inspektora Pracy w Kielcach.

Miesiąc temu do przepompowni w Zołczy wezwano pracowników Urzędu Gminy. Rutynowa kontrola zakończyła się śmiercią jednego z nich. Dwie osoby trafiły do szpitala. Mężczyźni zatruli się oparami siarkowodoru.

Władze gminy twierdzą, że ani nadzór, ani zabezpieczenie pracowników nie było potrzebne. - Kontrolę instalacji przeprowadza się na zewnątrz - oni nie mieli tam wchodzić - podkreśla zastępca wójta gminy Solec-Zdrój, Artur Cygan. - Za pomocą wyciągarki, my to nazywamy windy, wyciągają z zewnątrz po prowadnicy obudowę pompy. Po oczyszczeniu pompy są spuszczane ponownie do przepompowni - informuje Artur Cygan.

Dlaczego jeden z pracowników wszedł do środka - nie wiadomo. Ale to od niego zaczęło się śmiertelne... domino. Kiedy pierwszy zasłabł - drugi ruszył na pomoc. Gdy i ten stracił przytomność, obu próbował ratować strażak. - W żadnym momencie nie ma potrzeby wchodzić do przepompowni - mówi Artur Cygan. Na pytanie - co się mogło stać, odparł - Nie chce przypuszczać, czekamy na ustalenia.
 
Kontrola Państwowej Inspekcji Pracy to jedno - drugie to prokuratorskie śledztwo. Na razie prowadzone w sprawie, a nie przeciwko komuś. - Zebraliśmy już dość dużo materiału dowodowego, w szczególności zabezpieczyliśmy dokumenty. Wykonano też większość zaplanowanych przesłuchań, przede wszystkim przesłuchano pokrzywdzonego, który był na leczeniu szpitalnym - mówi prok. Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

Śledczy czekają też na końcowy raport Państwowej Inspekcji Pracy. Ten powinien być gotowy pod koniec tygodnia. Jeśli uznają, że wina leży po stronie pracodawcy, sprawa może zakończyć się w sądzie.