Nadal bez wyroku w głośnej sprawie neurochirurgów ze skarżyskiego szpitala. Prokuratura zarzuca lekarzom fałszowanie dokumentacji medycznej. Chodzi o wyłudzenie wynagrodzeń. Sąd zmienił dziś kwalifikację czynu na usiłowanie oszustwa.

W województwo zachodniopomorskim, zdaniem prokuratury logował się telefon komórkowy oskarżonego Michała T. Obrona ma na to wytłumaczenie, twierdząc, że jednego dnia telefon lekarza logował się do sieci w dwóch zupełnie odrębnych miejscach. Dodatkowe posiedzenie sądu miało wyjaśnić wątpliwości, gdzie był Michał T. w sporne dni w czerwcu i październiku cztery lata temu. Oskarżony sam nie mógł tego wyjaśnić, bo nie stawił się w skarżyskim sądzie.

Według śledczych neurochirurg leczył w szpitalu wojewódzkim w Koszalinie. Tymczasem współoskarżony Zbigniew K. twierdzi, że w tym czasie razem operowali pacjenta w skarżyskiej lecznicy. - Doktor Zbigniew K. otrzymał zapłatę w kwocie 1137 zł, pan Michał T. 568 zł - mówi sędzia Marcin Szewczyk, Sąd Rejonowy w Skarżysku-Kamiennej.

To średnie wynagrodzenie za operację neurochirurgiczną w skarżyskim szpitalu. Śledczy twierdzą, że takie kwoty usiłowali wyłudzić specjaliści od lecznicy. I dlatego mieli fałszować dokumentację medyczną. - Jest absurdem zarzucanie komuś, że przez 6 miesięcy pracy chciał wyłudzić od szpitala 1 600 zł, zarabiając mniej więcej 20 tys. zł miesięcznie - argumentuje Zbigniew K., oskarżony.

Prokurator domagał się dla Zbigniewa K. blisko trzech lat pozbawienia wolności i zakazu wykonywania zawodu lekarza przez dwa lata. Dla Michała T. dwa i pół roku więzienia i zakazu wykonywania zawodu przez rok. - Uchybili przy tym godności zawodu lekarza, a przez ich działanie doszło do obniżenia publicznego zaufania do tego zawodu - mówi prok. Tomasz Stępień, Prokuratura Rejonowa w Starachowicach.

Obrońca wniósł o uniewinnienie oskarżonych. Jego zdaniem dokumentacja medyczna, w której stwierdzono nieprawidłowości nie miały dla wynagrodzenia lekarzy znaczenia. - Tak naprawdę, jeżeli miała być weryfikacja, to ona następowała na podstawie protokołów pielęgniarskich, do których oskarżeni nie mieli żadnego dostępu - twierdzi adw. Piotr Zawieja, obrońca oskarżonych.

Ze względu na zawiłość sprawy sąd nie wydał dziś wyroku. Nastąpi to piętnastego grudnia.