Sprawca napadu na jeden z oddziałów banku w Starachowicach, mimo opublikowanych nagrań z monitoringu z wnętrza placówki, wciąż nie został zatrzymany.

Przypomnijmy - ulica Radomska to główna ulica w Starachowicach, przy której znajduje się bank, do którego wszedł zamaskowany sprawca i przedmiotem przypominającym broń sterroryzował pracownicę. Według nieoficjalnych informacji ukradł 20 tysięcy złotych. Od tego dnia mija blisko półtora miesiąca a policji wciąż nie udało się ustalić tożsamości sprawcy. Wiadomo, że mężczyzna ma około 180 centymetrów wzrostu i jest średniej budowy ciała. W momencie napadu ubrany był w ciemną kurtkę. - W tym postępowaniu zebraliśmy dotychczas wszystkie dostępne dowody, zabezpieczyliśmy też ślady - one zostały przesłane do analizy - informuje prok. Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach. I na tym informacje, które może udzielić prokuratura się kończą. Prokuratura sprawuje nad tym postępowaniem nadzór, natomiast wykrycie sprawcy to jest przede wszystkim rola policji, która posiada odpowiedni środki techniczne i operacyjne.

Przedstawiciele starachowickiej policji na temat tego napadu nie chcą się wypowiadać - twierdząc, że wszystko co mieli powiedzieć... powiedzieli już dzień po napadzie. - Przerażona pracownica wydała pieniądze, które miała a następnie mężczyzna wyszedł z placówki - mówi 30.11.2017 kom. Kamil Tokarski, rzecznik świętokrzyskiej Policji. I właśnie ten sposób ucieczki - na piechotę. Swojego zdziwienia nie kryje jedna z pracownic budynku w którym doszło do napadu. - Bardzo dziwi ale tak jak działają służby tak jest chyba - mówi Joanna Ostrowska, pracownica firmy sąsiadującej z bankiem. - Tu powinna być ochrona moim zdaniem wie pani, powinni pilnować bo to jest bank wchodzi się i każdy może wejść a tam dalej dopiero jest wartownik to co to za ochrona - mówi mieszkanka Starachowic.

Według naszych nieoficjalnych informacji, w momencie napadu w banku pracownica była sama. Po tym zdarzeniu zwiększono liczbę pracowników podczas zmiany.