Nie zwalniają tempa piłkarze ręczni PGE Vive Kielce. 24 godziny temu grali mecz Ligi Mistrzów w Niemczech, a już jutro kolejny raz wybiegną na parkiet. I to w niemal szlagierowo zapowiadającym się spotkaniu w Superlidze z Górnikiem Zabrze.

Nie zwalniają tempa, oby nie obniżyli formy. Szczypiorniści PGE Vive mają za sobą morderczy niedzielny horror we Flensburgu, gdzie zaprezentowali znakomitą formę. Choć remis 32:32 uratowali dwie sekundy przed końcem golem Blaża Janca, to wcześniej grali jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy mecz w sezonie. - To jest to co chcemy zatrzymać w naszych głowach, że wyglądamy bardzo dobrze, w obronie, kontrataku czy ataku pozycyjnym nasza gra wyglądała bardzo dobrze i to co wielu z nas powtarzała, że nasza gra w drugim półroczu będzie wyglądać dużo, dużo lepiej - zapewnia Michał Jurecki, PGE Vive Kielce.

I nie powinno przeszkodzić to, że następy mecz zagrają niespełna 48 godzin później. I to z jak na polskie warunki wymagającym rywalem, bo wiceliderem grupy Górnikiem Zabrze. - Ja jestem zmęczony tylko jazdą busem i lotami samolotem, nie meczem, dla mnie jest lepiej jutro grać mecz niż trenować - mówi Dean Bombać, PGE Vive Kielce. - Na pewno mają to na uwadze, że przyjeżdżamy 48 godzin po tak ciężkim meczu, ale my też o tym pamiętamy i jesteśmy do tego przygotowani mentalnie i fizycznie - podkreśla Mariusz Jurkiewicz, PGE Vive Kielce.

Gwiazdą Górnika jest czeski bramkarz Martin Galia, na styczniowych mistrzostwach Europy jego zespół był rewelacją turnieju. Ale nie tylko on stanowi o sile zabrzan. - Bardzo dobrze zaczęli sezon są bardzo pozytywnie zmotywowani i dobre wyniki pomagają im być pierwszym u siebie, widać rękę trenera, który super to robi - mówi Tałant Dujszebajew, trener PGE Vive Kielce.

Mecz w Zabrzu o 18.30, a w sobotę kolejne emocje w Lidze Mistrzów. O 16 do Hali Legionów przyjedzie słoweńskie Celje Pivovarna Laśko.