Kary dożywotniego więzienia dla Kamila T. żąda prokuratura. Dziś w Sądzie Okręgowym w Kielcach odbyły się mowy końcowe w procesie zabójcy ze Starachowic. Mężczyzna udusił żonę i upozorował samobójstwo. Ślady zbrodni zatarł skutecznie, bo dopiero dwa lata później usłyszał zarzuty.

To jeden z najtrudniejszych momentów w ich życiu. Rodzina zamordowanej Ani niemal cztery lata czekała na sprawiedliwość. Kamil T. zabił ich córkę. Upozorował samobójstwo i przez dwa lata był na wolności. Wszyscy wierzyli mordercy. Rodzinie ofiary - nie wierzył nikt. - Pamiętam tylko kłamstwa, on kłamał od początku jeśli chodzi o pierwszą rozprawę w 2014 roku która się odbyła w Starachowicach, o znęcanie się nad córką - już wtedy kłamał - mówi Aleksander Gołda, ojciec ofiary.

W 2014 roku, kilka tygodni po śmierci Ani, prokuratura umorzyła śledztwo. Uznano wtedy, że kobieta popełniła samobójstwo. Dwa lata później Kamil T. przyznał się do winy. Dziś przepraszał... za zbrodnię. Obrona chce kary nie wyższej niż 15 lat więzienia. Bo chociaż zabił - to zbrodni nie planował. Nie przygotował jej. Prokuratura - żąda dożywocia. - Pozbawił życia swojej żony, niszcząc życie wielu osób i dla tego czynu - nie ma żadnego usprawiedliwienia - argumentuje prok. Tomasz Rurarz, szef Prokuratury Rejonowej w Skarżysku-Kamiennej.

Ania zginęła 4 maja. W dniu urodzin swojej mamy. Pani Maria nigdy nie zapomni tego dnia. - Śmierć własnego dziecka... "prezent". Śmierć własnego dziecka, zięć zabił mi córkę w moje urodziny, wieczorem - mówi Maria Gołda, matka ofiary.

13 marca sąd ogłosi wyrok. Ale ta historia ma też drugi wątek. Ojciec Kamila T. jest emerytowanym policjantem ze Starachowic. Był w mieszkaniu gdy funkcjonariusze zabezpieczali ślady. Dał synowi alibi. Teraz radomska prokuratura sprawdza dlaczego w 2014 roku postępowanie umorzono. Czy w wyniku błędu, czy może - celowego działania.