Wraz z nadejściem wiosny do ogrodów i sadów wracają pszczoły. Razem z nimi do pracy ruszają pszczelarze i ...weterynarze. Ci ostatnią by sprawdzić czy w Świętokrzyskiem nadal znajdują się ogniska Zgnilca Amerykańskiego - choroby siejącej spustoszenie w pasiekach.

Wiesław Sochacz pasiekę prowadzi od 27 lat. Zgnilca w swojej hodowli udało mu się uniknąć, ale problem zna doskonale, bo to dziś największe przekleństwo pszczelarzy. - Pszczelarze są bezradni właściwie, nie wolno im wychodzić na pasieki, sprzedawać swoich produktów dla klientów no i to jest problem wielki - mówi Wiesław Sochacz, pszczelarz. Tym większy, że zakażonych owadów dziś się nie leczy - zgnilec to wyrok śmierci dla całej pszczelej rodziny. - Utylizuje się, siarkuje się pszczoły, spala całe ule z ramkami, ze wszystkim, pszczelarze otrzymują rekompensaty, bo tak to jest zapewnione, odbudowują pasieki na nowo - mówi Stefan Nachyła, wiceprezes Świętokrzyskiego Związku Pszczelarzy.

Proces odbudowy pasiek jest czasochłonny, a w tym czasie zgnilec może znów zaatakować. Bo choroba jest bardzo zaraźliwa. Bakterie przenoszą zarówno pszczoły, jak i ludzie - dlatego w przypadku jej wykrycia powiatowy lekarz weterynarii wyznacza tzw. obszar zapowietrzony. - Nie można absolutnie przemieszczać pszczół, rodzin pszczelich czyli sprzedawać do innych pasiek, innych gmin, również nie można przewozić uli - mówi lek. wet. Jarosław Sułek, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Kielcach. Takie zakazy od października ubiegłego roku dotyczyły czterech gmin w Świętokrzyskiem - Górna, Masłowa, Daleszyc i Bielin. Dziś obowiązuje już tylko w trzech ostatnich.

Teraz weterynarze wyruszą w teren, by sprawdzić, czy w zarażonych wcześniej pasiekach udało się zwalczyć chorobę. Kontrole mogą potrwać nawet sześć tygodni. Jeśli lekarze zgnilca w Świętokrzyskich pasiekach nie znajdą to zakazy i ograniczenia przestaną obowiązywać.