Dwa mecze i dwa zwycięstwa to dorobek świętokrzyskich drużyn w Superlidze piłki ręcznej. O ile jednak wysoka wygrana szczypiornistów PGE Vive w Legionowie była planowa, to kielczanki z Korony Handball postarały się o niespodziankę zdobywając bardzo ważne punkty w Piotrkowie.

Mistrzowie Polski z PGE Vive w ostatnim meczu sezonu zasadniczego Superligi grali w Legionowie z KPR-em. Spotkanie przebiegało według znanego i mało emocjonującego scenariusza: prowadzenie kielczan 6:1, 15:3 i 19:5. Przed przerwą krótka drzemka i do szatni podopieczni Tałanta Dujszebajewa schodzili z przewagą 10 goli. A w drugiej połowie konieczności forsowania tempa nie było i skończyło się na skromnym plus 17 - 45 do 28. Najważniejsze z tego meczu jest to, że po półtoramiesięcznej przerwie między słupki kieleckiej bramki wrócił chorwacki bramkarz Filip Ivić, co daje nadzieje, że wspomoże zespół w meczach ćwierćfinałowych Ligi Mistrzów z Paryżem, z których pierwszy już w sobotę o 18.30 w Hali Legionów.

Niespodziankę sprawiły za to zawodniczki Korony Handball, które po pięciu kolejnych porażkach pojechały do Piotrkowa i wygrały 32:29 przedłużając szansę na uniknięcie baraży o utrzymanie. Co prawda ostatniego miejsca w tabeli jeszcze nie opuściły, ale zbliżyły się do bezpiecznej lokaty na dwa punkty. Mogą jednak awansować po kolejnym meczu, jeśli w sobotę we własnej hali pokonają zespół z Jeleniej Góry.