Ponad dwadzieścia pięć tysięcy złotych. Tyle na prywatne konto, przelała sobie... skarbnik Powiatu Włoszczowskiego. Defraudację odkryli urzędnicy i dziś Rada Powiatu odwołała ją ze stanowiska. Sprawą zajęła się też prokuratura.

Dokładnie dwadzieścia pięć tysięcy dwieście złotych. Takiej kwoty nie mogli doliczyć się urzędnicy. I nic dziwnego. Bo pieniądze zamiast w publicznej kasie, były na prywatnym koncie... pani Skarbnik. Kobieta przyznała się do defraudacji przed Zarządem Powiatu. - Zapytałem czemu nie przyszła i nie uświadomiła, że ma problemy, bo można to przecież rozwiązać w inny sposób. Prawny i moralny, a nie sięgać po publiczne pieniądze. Rozpłakała się i wyszła - mówi Jerzy Suliga, starosta włoszczowski. Również przeprosiła i - co najważniejsze - jeszcze tego samego dnia zwróciła pieniądze. Tak jak je przejęła, czyli... przelewem na konto powiatu. Jednak zaufanie pracodawcy to nie jest czek in blanco. Dlatego dziś Rada Powiatu jednogłośnie odwołała ją ze stanowiska. Nowym skarbnikiem została... poprzedniczka. Emerytowana już Józefa Puto. - Z bólem podejmowałam tę decyzję. Ale tylko i wyłącznie na prośbę pana starosty i biorąc pod uwagę sytuację. Że przez 20 lat ja tworzyłam wspólnie z zarządami i radą ten powiat - mówi Józefa Puto, skarbnik powiatu włoszczowskiego.

Podczas sesji nie zabrakło jednak gorzkich słów. Opozycja zarzucała władzom powiatu brak nadzoru w urzędzie. - Każdy przelew jest księgowany. Czyli oprócz osoby, która puściła te przelewy i je podpisała. Tutaj pan starosta powiedział również że to było podpisane przez panią skarbnik i przez niego - mówi Łukasz Karpiński, radny powiatu.

Jednak starosta nie ucieka od odpowiedzialności. Jerzy Suliga wyjaśnił radnym, że zlecenie przelewu na prywatne konto pani Skarbnik było w pliku transakcji wyrównujących pensje wszystkim pracownikom. Starosta zawiadomił w tej sprawie prokuraturę. Trwa postępowanie sprawdzające.