Nie było tak łatwo, jak można się było spodziewać, ale nie było też nad wyraz trudno. Mowa o meczu piłkarzy ręcznych PGE Vive z Azotami Puławy w finale Pucharu Polski. W efekcie po raz 15 w historii i 10 raz z rzędu Puchar przyjechał do Kielc.

Te chwile nigdy się nie nudzą, czy to Puchar numer 5, 10 czy15 radość jest taka sama. - Każdy puchar ma swoją historię, po to co roku ciężko pracujemy jako zespół - mówi Michał Jurecki, PGE Vive Kielce. I finałowe starcie miało swoją historię, bo przez 2/3 meczu stroną dominującą byli puławianie, prowadzili w pewnym momencie nawet 4 golami. Ale wszystko skończyło się w 40 minucie, bo w grze Azotów coś sie zepsuło. - Dzisiaj zagraliśmy chyba najlepszy mecz, nie cały - ale niestety to Kielce się cieszą - mówi Bartosz Jurecki, Azoty Puławy.

A Kielce się cieszą, wraz z grupą ponad 300 kibiców, którzy pomagali jak mogli - rozstrzygnęły między 40 a 50 minutą, bo ten okres Vive wygrało aż 12 do 2. - W drugiej połowie była już dużo lepsza nasza gra - dodało nam to skrzydeł - mówi Michał Jurecki, PGE Vive Kielce.

Vive wygrało 35:29, jak na polskie warunki dosyć nisko, ale przynajmniej było trochę emocji i trochę niepewności co do końcowego wyniku. I jest spora szansa, że kolejne mecze tych drużyn będą co najmniej podobnie zacięte i Azoty do tych niezłych 40 minut dołożą kolejne, 15? - Chcielibyśmy dołożyć. Na pewno nie poddamy się - zapewnia Bartosz Jurecki, Azoty Puławy.

A potrzeba by dwa razy 60 minut, bo w tym tygodniu Vive zagra z Azotami jeszcze dwa razy w półfinale Superligi. Najpierw w Puławach w środę o godzinie 18:30, potem w niedzielę w Kielcach.