Pracownicy sanepidu i policja bezsilni w walce z właścicielami sklepów, w których najprawdopodobniej wciąż są sprzedawane dopalacze. Kamery i domofony skutecznie uniemożliwiają kontrole w sklepach w Kielcach i Ostrowcu Świętokrzyskim. W Ostrowcu każdego roku do szpitali trafia najwięcej w regionie osób po dopalaczach.

Sklep dla wybranych. Oficjalnie jest zamknięty. Ale mieszkańcy ulicy Sienkiewicza w Ostrowcu Świętokrzyskim twierdzą, że ruch w interesie kwitnie. - Widać, że wchodzą wychodzą i tak dalej - mówią mieszkańcy i dodają - w przeciągu godziny na pewno z dziesięć osób się tu przewija. Kamera TVP3 Kielce potencjalnych klientów skutecznie odstraszyła.
 
Policjanci w Ostrowcu oficjalnie nie otrzymali żadnego zgłoszenia w sprawie tego sklepu. - Możemy wejść w przypadku, gdy jest on otwarty i wtedy wspieramy się pracownikami sanepidu i z ich udziałem takiej kontroli możemy dokonać - mówi sierż. sztab. Sylwester Kaniewski, Policja w Ostrowcu Świętokrzyskim.
 
Tylko w zeszłym roku ostrowieccy inspektorzy sanepidu nałożyli blisko 700 tysięcy złotych kar na właścicieli sklepu. Do tej pory z tej kwoty nie udało się wyegzekwować ani złotówki. A od lutego żadna kontrola się nie powiodła. - Nie ma właściciela sklepu, zostały wprowadzone kamery, dzwonek i nie mamy możliwości wejścia do tego sklepu i przeprowadzenia kontroli - mówi Elżbieta Góralska-Dulny, Powiatowy Inspektor Sanitarny w Ostrowcu Świętokrzyskim.
 
Do sklepu wpuszczane są tylko osoby, które znają sprzedawcy. Dlatego inspektorzy sanepidu sprawę zgłosili do prokuratury. - Jedno z zawiadomień dotyczące sklepu z dopalaczami, ostrowiecka prokuratura przekazała do prokuratury w Białymstoku, ponieważ tamtejsza jednostka prowadzi zbiorcze postępowanie dotyczące sklepów w całej Polsce - informuje prok. Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
 
W naszym regionie taki problem mają nie tylko inspektorzy ostrowieckiego sanepidu. Podobnie jest w Kielcach, tu również w takich "sklepach" są kamery i domofon. A w najbliższej okolicy sklepu wciąż te same osoby. I coraz częściej także patrole policji. - Zachowują się przeróżnie od krańcowego pobudzenia psychoruchowego gdzie są agresywni zagrażają sobie, personelowi do stanu praktycznie śpiączki - mówi lek. Dorota Krupska-Adamczyk, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego WSZ w Kielcach.
 
W tym roku do świętokrzyskich szpitali trafiło w sumie 36 osób z podejrzeniem zatrucia dopalaczami. Najwięcej, bo aż 24, w powiecie ostrowieckim. Najmłodsza pacjentka miała 13 lat.