Mimo, że susza dotknęła uprawy niemal w całym województwie, komisji szacujących zniszczenia - jak na lekarstwo. W regionie pracuje ich tylko 15. Lekarstwem miały być ubezpieczenia, ale rolnicy niechętnie je kupują, a towarzystwa również bez entuzjazmu zawierają.

Na lepszą pogodę liczy między innymi Janusz Bugajski z Piotrowa. Ma sad jabłoniowy, plantację truskawek, tunele z kwiatami. W sumie 30 hektarów upraw. Nic nie ubezpiecza. Jak twierdzi - nie stać go na kupno polisy. Między innymi dlatego, na dwa tysiące gospodarstw w gminie Waśniów- ubezpieczonych jest zaledwie dwadzieścia, czyli jeden procent wszystkich. Reszta rolników uważa, że mimo rządowych dopłat - polisy są zbyt drogie, zwłaszcza od suszy. Te zależą od wielu czynników, m.in. od klasy gleby. Mogą kosztować kilkaset złotych za hektar.
 
Polisy można zawierać z pięcioma firmami. Teoretycznie. Bo w praktyce od suszy - nie ubezpiecza jedna z nich, niektóre nie podpisały takich umów wcale, bo nie było zainteresowania. Jedna sprzedała zaledwie 200 ubezpieczeń, ale nie w regionie, lecz w całej Polsce.
 
Na polach trwa szacowanie strat, spowodowanych przez suszę. W świętokrzyskiem pracuje zaledwie 15 komisji. Powołanych jest trzy razy więcej. Dopiero po zakończeniu prac wszystkich komisji w Polsce - Ministerstwo Rolnictwa określi wielkość pomocy. Na wsparcie gminne już teraz mogą liczyć wszyscy.
 
Ubezpieczenia upraw w świętokrzyskiem ma zaledwie 10 procent rolników.