Do środy mieli nie oddawać owoców do skupu i nie oddają. Jeżeli cena nie wzrośnie rolnicy w punktach sprzedaży nie pojawią się także w kolejnych dniach. Podkreślają - po tym czasie owoce, praca i nakłady pójdą na marne.

Wiśnie można już zrywać. Gałęzie uginają się od ich nadmiaru. I tak... pozostanie. W jeden hektar wiśni, jak twierdzą rolnicy trzeba zainwestować 20 tysięcy złotych - to opłaty za opryski i pielęgnację. Do tego dochodzą koszty za zrywanie owoców. Rachunek jest prosty, aby nakłady się zwróciły, za kilogram owoców, muszą dostać 20 złotych. Dostają 50 groszy.
 
Podobnie jest z czarną porzeczką. Stanisław Dobek ma 20 hektarów owoców. Nic nie zebrał, bo musiałby dołożyć. Aby wyszedł na zero powinien wziąć złotówkę za kilogram owoców. Skupy oferują 30 groszy.
 
Jeżeli cena w skupie nie wzrośnie za tydzień owoce opadną. Dlatego rolnicy liczą na interwencję rządu. Minister Rolnictwa i świętokrzyscy parlamentarzyści złożyli zawiadomienie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, że tak niskie ceny mogą być efektem zmowy przetwórców.
 
Jednocześnie rząd pracuje nad zmianą przepisów. Mają pojawić się umowy kontraktowe, które zagwarantowałyby minimalną stawkę za owoce. Takie rozwiązanie mogłoby wejść w życie od przyszłego sezonu. W tym - potrzebne są negocjacje między zakładami przetwórczymi a rolnikami. Jeżeli takich rozmów i wzrostu cen nie będzie, od przyszłego tygodnia rolnicy zapowiadają blokady dróg.