Lipy szerokolistne, dęby bezszypułkowe, sosny białe - wszystkie mogą rosnąć spokojnie. Przynajmniej w Kielcach. Takie wnioski płyną z raportu NIK, który w latach 2015-2017 przeprowadził szczegółową kontrolę dbania o pomniki przyrody.

Daglezja zielona. Ma 80 lat, 215 centymetrów w obwodzie i 29 metrów wysokości. Nie ma ... powodów do obaw. Bo Kielce są niemal wzorem opieki nad pomnikami przyrody. - Mamy 50 pomników przyrody, co stanowi 118 sztuk drzew. To jest pewnego rodzaju obciążenie, ale i duma. Staraliśmy się objąć ochroną te wszystkie drzewa, które są dla nas cenne ze względów przyrodniczych i kulturowych - mówi Adam Rogaliński, wydział Zarządzania Środowiskiem UM w Kielcach.
 
Ale ochrona ta wymaga dodatkowych środków finansowych oraz licznych zabiegów. - To nie może być zwykłe cięcie gałęzi, to muszą robić specjaliści. Wcześniej dokonujemy pewnej oceny, przeglądu i dobieramy najlepsze możliwe środki ochrony - dodaje Adam Rogaliński.

Dlatego władze miasta pozyskują dodatkowe środki na ten cel m.in. z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. A takie praktyki chwali NIK. - Jesteśmy także organem, który pokazuje co pozytywnego zostało zrobione po to, przede wszystkim, żeby inni brali przykład - mówi Zdzisław Kałamaga, rzecznik prasowy delegatury NIK w Kielcach.

Bo Kielce chcą być zielonym miastem. - Mimo tym opiniom, różnym określeniom, że zabetonowaliśmy miasto, że wicinamy drzewa. Pod różne inwestycje. Za każde wycięte drzewo pod inwestycje my 10 innych sadzimy - mówi Wojciech Lubawski, prezydent Kielc.

NIK nie chwali natomiast Bodzentyna,
gdzie również została przeprowadzona kontrola. Tam inspektorzy mieli już więcej zastrzeżeń. - Głównie o to, żeby było uaktualnienie właśnie miejsc, które są najbardziej u na jeżeli chodzi o przyrodę takie widoczne czyli pomniki przyrody no i taka organizacyjna praca jeśli chodzi o przyporządkowanie pracownikowi tych działań - mówi Dariusz Skiba burmistrz Bodzentyna.