Marzył, by zostać wyczynowym sportowcem... został autorem światowego wyczynu. Valerjan Romanovski z Buska-Zdroju jako pierwszy człowiek na świecie ustanowił rekord Guinnessa w jeździe na rowerze w ekstremalnych warunkach. Przy minus 45 stopniach Celsjusza z roweru nie schodził przez dwie doby.

Syberyjski Ojmiakon - biegun zimna. Temperatury sięgają tu nawet minus 70 stopni Celsjusza. I na takie szykował się Valerjan Romanovski. Ale na szczęście aż tak zimno nie było. Mimo to Romanowski dwie doby spędził w naprawdę nieludzkich warunkach. Niemal nie schodził z roweru. Zatrzymywał się tylko na chwilę - by się przebrać albo zjeść... mięso z konia.

Najgorzej było po pierwszej dobie. Specjalistyczna odzież - choć wcześniej testowana w podobnych warunkach - nie zdawała egzaminu. - To była po prostu zbroja, wszystko zamarzło. Poszczególne warstwy zaczęły przymarzać do siebie i uniemożliwiały ruch - opowiada Wawrzyniec Kuc, uczestnik projektu, w ramach którego Romanovski przemierzał Syberię.

Także w butach rowerzysty pojawiła się centymetrowa warstwa lodu. W pewnym momencie konieczna była zmiana całego zamarzniętego stroju - zajęła ona Romanowskiemu niemal pół godziny... Była to najdłuższa przerwa w tracie ustanawiania rekordu. Rekordu historycznego. Ustanowionego nie tylko dla siebie, ale i innych - podopiecznych fundacji DKMS, zajmującej się pomocom osobom chorym na nowotwór krwi i czekającym na przeszczep szpiku. - Zawsze powtarzam, że ja nic nie zrobiłem nadzwyczajnego. Jechałem tylko dwie doby... Oni walczą znacznie dłużej, są dzielniejsi - komentuje Valerjan Romanovski.

Przed Polakiem z Wileńszczyzny z jazdą na rowerze zimą w Ojmiakonie próbowali zmierzyć się Chińczyk i Włoch. Bez rezultatów. Zobacz relację Moniki Gałązki.