Wybuch butli z gazem w jednej chwili pozbawił ich dachu nad głową. Pani Grażyna Walewska z Modliszewic i jej wnukowie robią wszystko by zniszczony dom odbudować. Ale bez pomocy innych nie dadzą rady.

- Kupiłam chłopakom kurtki nowe, to wszystko na zimę, wszystko jak wyrzucali to wie pani jak serce boli - mówi Grażyna Walewska. Stracili wszystko. Siła wybuchu była tak duża, że po oknach i ścianie zewnętrznej zostały jedynie ślady. Łóżka przesiąkły spalenizną i nadają się już tylko na śmietnik.

Butla z gazem stała w przedpokoju. Grażyna Walewska kupiła ją tuż przed świętami. Miała być na zapas. Ulatniający się gaz spowodował wybuch, a następnie pożar. - Na Kacprze zaczęły się spodnie tak jakby palić, skleiło się to wszystko, to go parzyło ale mówi Igora nie ma i Kuby i myśmy znowu do tego domu weszli - wspomina Grażyna Walewska.

Chłopcy z poparzeniami trafili do szpitala. Byli tam ponad dwa tygodnie. - Czuję smutek bo babcia go wyremontowała i takie coś się stało, smutek czuję - mówi jeden z wnuków.

Z pomocą przyszli sąsiedzi. Pomogli wynieść to, co zostało. Z gminy rodzina otrzymała ubrania, żywność i tak zwany zasiłek celowy. - Podjęliśmy również rozmowy z różnymi organizacjami, które mogłyby pomóc przy remoncie domu bo teraz właściwie to jest priorytetem - podkreśla Aneta Mikuszewska-Sorn, dyrektor MGOPS w Końskich.

Konstrukcja domu - według inspektorów z nadzoru budowlanego - nie została naruszona. Przy odbudowanie pomagają również pracownicy fundacji "Fabryka Marzeń". - Poszukujemy ludzi, którzy będą nam chcieli dać materiały budowlane, materiały wykończeniowe no i ludzi, którzy będą chcieli też pomóc przy pracach wykończeniowych - mówi Andrzej Załucki,  prezes Fundacji "Fabryka Marzeń". Wszystko by spełnić ich największe marzenie - Żeby był wyremontowany - mówi wnuk pani Grażyny, która dodaje - to jest moja ojcowizna, ja to zaczynałam i chciałabym tu wrócić a starych drzew się nie przesadza.