Nie było niespodzianki, ale były emocje i szczęśliwe zakończenie. Szczęśliwe dla kieleckich kibiców, bo to piłkarze ręczni PGE Vive wygrali kolejną odsłonę świętej wojny z Orlenem Wisłą Płock.

Druga w sezonie święta wojna zadowolić mogła chyba wszystkich, poza Płockiem. Ambitna walka z obu stron, dobry poziom, zmiany prowadzenia i dosyć pewne zwycięstwo mistrzów Polski – 36:30. Pewne, choć w pierwszej połowie Wisła prowadziła w Kielcach nawet trzema golami.

Tym, co zrobiło różnicę na korzyść gospodarzy był na pewno bramkarz - Sławomir Szmal odbił w tym meczu aż 17 rzutów, a trzej bramkarze Wisły w sumie mieli TRZY udane interwencje.

Drugim zawodnikiem, który zrobił różnicę był słoweński rozgrywający Dean Bombać. Dwa lata z hakiem trzeba było czekać na taki jego występ. Sześć asyst, pięć kapitalnych goli, dwa wypracowane karne i niemal perfekcyjne prowadzenie gry. W takiej dyspozycji popularny "Deki" zrobi różnicę w każdych rozgrywkach.

Niedzielna święta wojna pokazała, że w kielecko-płockiej rywalizacji nic się nie zmieniło. Nadal Vive jest daleko przed Wisłą i nadal płocczanie nadludzkim wysiłkiem starają się do Vive zbliżyć. Kolejne starcia prawdopodobnie w finale ligi i finale Pucharu Polski, ale Wisła nie wygląda, jakby mogła kielczanom szyki pokrzyżować.

Kielecka siódemka meczem z Płockiem rozpoczęła wyjątkowy maraton meczów. Już we wtorek Vive zagra w 1/8 Pucharu Polski w Olsztynie. Jeśli wygra, a pewnie wygra, to w środę podejmie w ćwierćifnale Zagłębie Lubin. A potem sobota i znów wtorek. W skrócie to 5 meczów w dziesięć dni, z których cztery w Kielcach.

Zobacz materiał przygotowany przez Leszka Salvę.