To będzie mecz roku i mecz sezonu dla kibiców i piłkarzy ręcznych PGE Vive. W sobotę w Hali Legionów kielczanie zmierzą się z francuskim, galaktycznym Paris Saint Germain. Stawką pojedynku gigantów jest awans do turnieju finałowego Ligi Mistrzów. Faworytem jest oczywiście najbogatszy i najsilniejszy na świecie klub piłki ręcznej, finansowany przez katarskich szejków, mistrz Francji.

Europejska Federacja Piłki Ręcznej wybrała sobotni ćwierćfinał Ligi Mistrzów jako mecz weekendu, ale z kieleckiej perspektywy to mecz miesiąca, sezonu a nawet roku. - W sobotę będzie można powiedzieć wojna, wszyscy powiecie, że paryżanie są faworytami, ale kiedy przyjadą, my musimy to pokazać kto jest faworytem - mówi Filip Ivić, bramkarz PGE Vive Kielce.

Bo na papierze Paryż jest faworytem stuprocentowym i to od paru lat, ale też od paru lat nic wielkiego w Lidze Mistrzów nie wygrał. - Pierwsza siódemka ma więcej tytułów niż wszyscy co grają w Lidze Mistrzów, oczywiście tu nie ma co gadać głupot kto jest faworytem - mówi Tałant Dujszebajew, trener PGE Vive Kielce.

Wielkie nazwiska na boisku, wielkie nazwiska na ławce trenerskiej i wielka stawka - bo awans do turnieju finałowego Champions League w Kolonii. - My nie mamy nic do stracenia, my możemy tylko wygrać - mówi Filip Ivić, bramkarz PGE Vive Kielce. Za kielczanami, przynajmniej w pierwszym meczu przemawia własna hala i doping kibiców, ale przede wszystkim coraz lepsza forma, jaką prezentują w tym roku.

O awansie do Final Four decydować będzie jednak jeszcze rewanż w Paryżu, więc nad Sekwanę wypadałoby pojechać - o ile taki termin w rywalizacji z Paryżem może istnieć - z bezpieczną przewagą. - Chyba przeciwko nikomu nie ma czegoś takiego jak bezpieczna przewaga przed rewanżem to najczęściej przegrywasz potem jedną bramka za dużo - mówi Mateusz Kus, obrotowy PGE Vive Kielce.

Kielce - Paryż w Hali Legionów w sobotę o 18.30. Biletów nie ma od kilku dni.